Opowieść, część 4

Po dłuższej chwili buszowania w kącie baba wynurzyła się niosąc w obu dłoniach mały kociołek. Postawiła go na stoliku obok niezliczonej ilości różnych specyfików, zapewne służących za dodatki do mikstur.

Chwyciła za fiolkę w której tkwiło zalane mętnym płynem oko sowy i dodała jedną kroplę do kociołka.
Zawartość zasyczała, uniosła się gęsta para. Nie będąc w stanie kontrolować swojej instynktownej reakcji, Nuszka zerwała się z krzesła z zamiarem przyjęcia ofensywnej postawy, by po ułamku sekundy zostać popchniętą jakimś niewidzialnym, potężnym impulsem z powrotem na krzesło. Spojrzała w osłupieniu na nie przerywającą pracy nad miksturą babę, teraz odwróconą do niej plecami.
– Siedź – powiedziała spokojnie baba
– Miałaś mi pomóc, a nie spoić jakimś…
– Jak mi będziesz przeszkadzać to otruję!… A czy pomogę? Hmm… Dla jednego zobaczenie prawdy to dobro, dla innego przekleństwo…

Nuszka uznała, że lepiej nie zadawać zbyt wielu pytań. O babie słyszała wiele strasznych opowieści a przed chwilą sama się przekonała że nie jest to zwyczajna starucha. Po dłuższej chwili podczas której Nuszka głaskała małego kota gospodyni, zastanawiając się czy postępuje dobrze, baba wróciła trzymając chochelkę ociekającą miksturą wyglądającą jak woda po kiszonych ogórkach.

– Wypij, nie wąchaj – wywar kapał na podłogę
Zauważyła zmieszany wyraz twarzy dziewczyny.
– No, wypij – tym razem jej głos zabrzmiał pokrzepiająco.

Dwoma łykami Nuszka opróżniła chochlę i już po chwili była bliska zwymiotowania zawartości, ale baba szybko odchyliła jej głowę do tyłu po czym zaczęła cicho wypowiadać słowa które brzmiały jak losowo dobrane sylaby. To było ostatnie co Nuszka zapamiętała z tego dnia.

Dziewczę padłoby na ziemię ale baba, widocznie spodziewając się tego, chwyciła ją w locie, wzięła na ręce i nie przerywając swojej cichej, tajemniczej przemowy, położyła ją na posłaniu. Mimo iż dziewczyna zdawała się być nieprzytomna, to raz po raz z jej gardła wydobywały się przeraźliwe wrzaski lub po prostu sapała, cała się trzęsąc. Z godziny na godzinę wrzasków było coraz mniej aż w końcu dał się słyszeć jedynie spokojny oddech śpiącej Nuszki. A baba nie odstępowała jej na krok, siedząc tuż obok w ciszy.