Opowieść, część 14

  • Podobno z Sinej Wioski przybyłaś? – zapytała starsza kobieta, urywając źdźbło trawy i okręcając je sobie wokół palców. W ciemności ogrzanej światłem wielkiego ogniska słychać było radosne krzyki bawiących się przy ognisku i muzyce młodych dziewcząt. 
  • Tak – odparła Nuszka – niedaleko stąd 
  • Mmm – kobieta przytaknęła wiedząc dobrze, że do od nich Sinej Wioski jest cały dzień drogi konno – no to pięknie żeś się wybrała, w obdartej kiecce. 
  • Okradli mnie po drodze. 
  • A no pewno, pełno złoczyńców tam w lesie… A jak tam w twojej wiosce idą postępy z budową posągu Trzygłowego? 

Nuszka przeklęła w głowie pomysł, by opowiadać kłamstwo o tym, że pochodzi z Sinej Wioski. Na temat posągu nie wiedziała nic a nic. Nim zdążyła wypowiedzieć słowo, czujne oko kobiety wychwyciło jej konsternację. 

  • Jadzia mi powiedziała wszystko – rzekła, udając, że całą swoją uwagę kieruje ku gładzonemu źdźbłu trawy 
  • O posągu?  
  • Nie, wszystko co wiedziała o Tobie – kobieta spojrzała na Nuszkę kątem oka, by ujrzeć zmarszczone brwi dziewczyny 
  • Tak?  
  • A tak. Tyle, że wie niewiele – tym razem kobieta spojrzała prosto na nią i Nuszka miała wrażenie, jakby jej wielkie szare oczy przeszyły ją – a ja i tak jej powiedziałam, żeby nikomu nic nie mówiła. Mówiła, żeś zagubiona. 

Nuszka spuściła głowę i westchnęła ciężko. 

  • Nie jestem z Sinej Wioski, ale powiedzieć nic więcej nie mogę. Potrzeba mi teraz bezpiecznego miejsca, w którym mogę pozbierać myśli, więc jeśli się zgodzisz, to… 
  • Dobrze, dziecko. Jesteś tu bezpieczna – wielkie oczy kobiety zalśniły we wzruszeniu, jakby na wspomnienie czegoś, co czyniło zrozumienie Nuszki łatwiejszym. 

Kobieta zwróciła wzrok ku bawiącym się dziewczętom i zaśmiała się cicho.  

  • Dzisiaj nie ma tu żadnych mężczyzn. Jestem już stara, ale wciąż umiem tańcować – z niekrytym wysiłkiem, jednak ochoczo wstała i skinieniem głowy zachęciła Nuszkę do tego samego – chodź, dziewczę! Nie puść mnie samej! 

Od ostatnich, beztroskich tańców minęło dla Nuszki wiele czasu, dlatego wstała energicznie, pozwoliła starszej kobiecie złapać się pod ramię i ruszyła z nią w stronę ogniska, omiatając wzrokiem to, co działo się wokół.  

Gdzie nie gdzie zebrały się grupki kobiet. Niektóre, chichocząc i plotąc sobie wzajemnie warkocze, opowiadały jakieś historie tyko im znane. Inne pochylały się w zaciekawieniu nad wróżbami, których Nuszka nigdy wcześniej nie widziała. Najmłodsze dziewczęta po prostu goniły się po łące i wskakiwały starszym na kolana. Atmosfera była lekka i tajemnicza zarazem.  

Krocząc i rozglądając się już w radosnym nastroju, Nuszka przez chwilę odniosła wrażenie, że w oddali widzi znajomą, zgarbioną postać. Gdy po sekundzie wróciła wzrokiem w to samo miejsce, postaci już nie było. Szybko zapomniawszy o tej chwili, oddała się magicznej aurze tego kobiecego zgromadzenia…