Opowieść, część 2

Mogłyby żyć przez nikogo niezauważone ale tego nie chciały. Ignorowanie mieszkańców pobliskiej wioski oznaczałoby pobłażliwość. Nie atakowały ich też otwarcie. Sposób na ich poniżanie miały znacznie chytrzejszy. Mężczyzn zwabiały nad jezioro by zapewnić im doznania które torturami na pierwszy rzut oka nie są: pieszczenie, łaskotanie, tańczenie…aż do śmierci z wyczerpania. Będąc w łaskawszym nastroju znacznie szybciej pozbawiały ich życia.

Nuszka, bo tak ją zwano, nie cieszyła się tym jednak tak jak jej krewne. Miała z tym pewien problem. Nie wiedziała bowiem jak tego NIE robić, ale robiąc to czuła się przeraźliwie nieszczęśliwa i winna. Ciągnięta jakąś złą siłą czasem zwabiała mężczyzn na moczary, lecz zanim do czegokolwiek między nimi doszło, na jej serce spływało potężne poczucie winy. W chaosie myśli nie była w stanie zrobić nic innego jak wypędzić nieszczęśnika, lecz niejeden nie uszedł z życiem jeśli pozostawał wyjątkowo natarczywy. Tak się działo latami, a Nuszka widziała w swym odbiciu nie piękną istotę którą z zewnątrz była, a okrutnego potwora…