Opowieść, część 12

Usłyszała zza drzewa śmiech i zanim zdążyła zlokalizować jego właściciela wzrokiem, gałąź poruszyła się, a zza niej wyszedł uśmiechnięty jegomość. 

– Nie wytrzymałem już – oznajmił jej radośnie

– Nie dotykaj mnie brzydalu! – Nuszka rzuciła w przybysza garścią jagód, jakby to miało stanowić jakąkolwiek broń przeciw niemu. 

– Chciałabyś! Może i brzydka nie jesteś, ale jakaś taka…sina – przyglądał się jej z uśmiechem, przechylając lekko głowę 

Schyliła się ku wodzie, by zerknąć w swoje odbicie i ujrzała na swojej twarzy intensywnie fioletowe smugi po namiętnie pochłanianych jagodach.

Kim jesteś i skąd masz tyle jagód? – zaciekawił się mężczyzna 

– Odejdź – odpowiedziała, wstając ostrożnie – leżały tu, gdy się obudziłam

Obudziłaś? Czekaj… 

– Odejdź! – krzyknęła, rzucając w mężczyznę krótkim, ale grubym kijem podniesionym z ziemi 

Zaskoczony mężczyzna zdążył uskoczyć w bok. 

– Jaka dzika! 

– A żebyś wiedział! 

– Nic Ci nie zrobię – ton jego głosu złagodniał. 

Nie odpowiedziała na to. Jeszcze parę dni temu to ona mogła być dla niego zagrożeniem. Teraz czuła się bezbronna. 

– Obserwowałem Cię przez chwilę, wyglądasz na zagubioną. Skąd jesteś?

– Nie będę rozmawiała z mężczyzną 

– Naprawdę? – szczerze zdumiało go to zdanie – któryś Cię tak bardzo skrzywdził? 

– Chyba tak – odparła, przypominając sobie wizję, którą miała w chatce Baby Jagi 

Mężczyzna znów nie zdołał powstrzymać śmiechu: 

– “Chyba” – powtórzył po niej – chodź ze mną do wioski, przynajmniej Cię jakoś ubiorą i pójdziesz dalej w swoją stronę 

– Odejdź – ten pomysł absolutnie się jej nie spodobał 

– Dobra, idę sobie a Ty tu umrzyj z głodu jak chcesz. Na jagódkach długo nie pociągniesz. 

Odwrócił się i odchodząc podniósł z trawy za drzewem swój łuk i strzały. Ogromnie zaintrygowany dziką nieznajomą odchodził nie oglądając się za siebie aż do pierwszych mijanych zarośli. Zza krzaków zakodował w pamięci każdy trop, który mógł go później nakierować na dziewczynę i wiedział, że to nie ostatni raz, gdy ją widzi. 

Stała i patrzyła, jak odchodzi, dopóki nie straciła go z oczu. Mimo przekonania o złych zamiarach każdej ludzkiej istoty i lęku przed nimi, była wyczerpana ciągłym poczuciem niepewności. Była na skraju zerwania się z miejsca i pobiegnięcia za nim.