Opowieść, część 7

Przytłoczona tym, czego dowiedziała się ostatniej nocy, Nuszka bez dłuższego zastanowienia udała się w stronę siedliska swoich krewnych. Doskwierała jej gorączka. We wnętrzu wielkiej jamy uwitej z pnączy i korzeni roślin było ciemno, a przestrzeń oświetlało małe ognisko na środku. 

  • Co Ty za szmatę masz na sobie? – powolnie zabrzmiał z ciemności surowy, damski głos – i coś taka otumaniona? 

Właścicielka głosu wyłoniła się z ciemności. Była to przedziwna istota z karykaturalnie podkreślonymi oznakami starzenia się kobiecego ciała – długimi, obwisłymi piersiami i pomarszczoną, bladą skórą. Całe jej ciało pokrywały siwe, cienkie włoski. 

  • Mamuno, musiałam się ubrać, bo poszłam do Baby Jagi  

Ignorując malujący się na twarzy mamuny grymas złości, Nuszka podeszła powoli do miejsca, w którym jedna z jej sióstr tańczyła ze zwabionym mężczyzną. Był cały spocony, dyszał jak gdyby miał za chwilę wyzionąć ducha, a mimo to na jego twarzy widniał bezmyślny uśmiech, a oczy miał jakby przysłonięte mgłą. Boginka szarpała go za ręce i śmiała się radośnie.  

Gdy w tanecznym susie znalazł się bliżej Nuszki, ta w jednym momencie chwyciła go mocno za ramiona wyrywając go z objęć boginki, i uderzyła nieszczęśnika w twarz. Mężczyzna oprzytomniał i jego uśmiech zaczął powoli przeradzać się w wyraz absolutnego zaskoczenia. 

  • Uciekaj – wyszeptała do niego 

Mężczyzna ostatkami sił wybiegł z jamy, a oniemiałe krewne Nuszki wlepiły w nią oczy. 

  • No proszę – rozbrzmiał jadowicie głos mamuny – pochwal się, czego się dowiedziałaś od Baby Jagi, czym Ci namąciła w głowie?