Opowieść, część 6

– Jak to się stało? To nie byłam ja przecież… – powiedziała Nuszka, pijąc drobnymi łykami jakiś słodki, kojący napar z pływającymi w nim suszonymi jagodami. Przez okno wlatywało rześkie, poranne powietrze
– Jest coś więcej niż kupa kości i mięsa w tobie. – baba zbliżyła twarz do dziewczyny, jakby wyjawiając tajemnicę – czy wiesz, jak powstaje nowe życie?
– No tak, trzeba się skojarzyć z chłopem albo podkraść dziecko kobiecie z wioski.
Ta jasno sformułowana odpowiedź zbiła przez chwilę babę z tropu. Na moment jej myśli powędrowały w bardzo zamierzchłą przeszłość, kiedy to spędzała wiele godzin na opracowywaniu formuł mikstur wywołujących silne zadurzenie.
– Chociaż tyle wiesz. Słuchaj mnie – baba wyciągnęła rękę do kruka siedzącego na oparciu krzesła, a ten grzecznie spoczął na jej dłoni. Pogłaskała go palcami po grzbiecie – jak człowiek dokonuje żywota, ulatuje z niego duch.
Przerwała na chwilę, koncentrując się na głaskaniu kruka.
– Ten sam duch wraca później jako ptak, by wfrunąć w kogoś, kto się rodzi. Ten człek dostaje ducha, co przeżył swoje. Mógł przeżyć dostatek i szczęście, ale i rzeczy całkiem odmienne…
– Czyli widziałam siebie
– Ten sam duch jest w tobie – potwierdziła baba
– Czy mogę zobaczyć więcej? Wypić jeszcze trochę tej mikstury?
– Zobaczyłaś tyle, na ile byłaś gotowa. Więcej ci nie pomogę ani ja, ani mikstura. Baba nie przywykła by gadać tak wiele – starucha ziewnęła, po czym spojrzała Nuszce w oczy i rzekła – serce Cię do mnie przywiodło. To czemu nie dasz mu się poprowadzić dalej?
Nuszka próbowała znaleźć sens w tym co mówi baba, zastanawiając się czy tkwi w tym dobra rada czy próba przepędzenia.
– Zmykaj, dzieciaku
Gdy schodziła w dół schodkami z chatki na kurzej stopie, otoczenie tętniło życiem. Zwierzęta w tej okolicy, choć nieoswojone, zdawały się czuć całkiem bezpieczne. Baba, z błyskiem w oku, patrzyła przez okienko za odchodzącą dziewczyną.